Warning: Parameter 1 to wp_default_scripts() expected to be a reference, value given in /home/virtualki/171952/wp-includes/plugin.php on line 601

Warning: Parameter 1 to wp_default_styles() expected to be a reference, value given in /home/virtualki/171952/wp-includes/plugin.php on line 601

Czas na wegetarianizm

Przyszedł grudzień/styczeń 2007/2008. Nawet nie pamiętam dokładnie czy koniec grudnia, czy początek stycznia. Przez przypadek natrafiam na stronę/artykuł, też nie pamiętam dokładnie. Na coś tam natrafiam i pod wpływem tego postanawiam nie jeść mięsa. Tak po prostu. Nie wiem co tam wyczytałem, ale byłem mocno utwierdzony w moim postanowieniu.
Powiadomiłem domowników bezpośrednim – od dziś nie jem mięsa – co przyjęli raczej olewczo, bo różne im głupoty gadam.
Olga, dziewczyna moja, to aż się bała przy mnie wziąć kiełbasę, ale że od razu to zauważyłem, to mówię, że niech je co chce, mnie to nie rusza.
Tak było. Nie ruszało mnie to, że ktoś je przy mnie, chociaż z dnia na dzień po prostu zrezygnowałem z mięsa. A czemu zrezygnowałem? Ze względów zdrowotnych i humanitarnych. Tyle z tego pamiętam… 😉

W postanowieniu trwałem. W domu się przyzwyczaili, specjalnie dla mnie gotowali obiady bezmięsne. Z 2 czy 3 razy śniło mi się, że jem parówki czy inne kiełbasy. Od strony znajomych czy rodziny bliższej lub dalszej pytania czemu nie jem mięsa. Niektórzy też gadali, że anemia, że brak siły, że facet i inne tego typy gadki. Nie ruszało mnie to. Wegetarianin i koniec 😛

Przypomniała mi się tutaj jedna rozmowa z kuzynką. Wspomniała, że ma na roku koleżankę, co jest weganką. Nie, dla mnie to przesada, za dużo. Tak wtedy myślałem, takie odczucia. Bo niby jak nie jeść nabiału i mięsa, to co? Suchy chleb? Głupoty. Mięso ze względów humanitarnych, ale żeby sera sobie odmówić? Nie! Gruba przesada.

Minął rok, dowiadywałem się coraz więcej o wegetarianizmie, jedzeniu, kosmetykach. Kilka rzeczy mnie zdziwiło. Np. żelatyna w kremach do smarowania chleba. Wywalałem więc po kolei różne rzeczy ze swojego życia, a w zamian brałem inne.
Wkręciłem się w soję. Pasztety sojowe, kotlety sojowe, flaczki sojowe itp. Po czasie jednak i to wywaliłem, bo większość to modyfikowane gówno. Niby GMO free, ale i tak soja modyfikowana. Soja odpadła, zmniejszyła się ilość puli (bąków, pierdzenia). A po kotletach sojowych pule szły ostro 😉
Znajomi się pytali czemu nie jem i co w zamian tego mięsa. A w zamian soja, więc „sojowy chłopiec” – na majówce Chudy wkręcił sobie ksywę.
Doszły produkty ekologiczne. Najpierw jedzenie, potem kosmetyki. Czekolada była. Ale wkręcony byłem, że ekologiczna (Fakt, że smakowała lepiej, ale co z tego. Czekolada, to czekolada). Dalej makarony ekologiczne, oleje. Coraz więcej ekologicznych rzeczy.

Jadłem więcej warzyw, tyle że z puszki. Kukurydza, groszek, fasola – pochłaniałem je duże ilości. Pudliszki, Rolnik, Dawtona. Czasem tylko zdarzyła się fasola ekologiczna. Do tego warzywa na patelnię. W głowie miałem, że zdrowo jest, bo warzywa. Potem się okazało, że byłem w błędzie – warzywa na patelni i to jeszcze tanie mrożonki z Lidla.
Do tego doszedł olej słonecznikowy ekologiczny, makaron ekologiczny i keczup ekologiczny. Akurat wtedy w Tesco było stoisko Organic, co było fajne. Obecnie tego nie ma, a oferta ekologicznych produktów jest znacznie uboższa.

Olga, jeśli robiła obiad, to specjalnie dla mnie bez mięsa. Pilnowała mnie, bo przy różnych sytuacjach czyhają pułapki. Np. czipsy, już miałem brać, a ta mnie po łapach. Co jest do cholery, co mnie kobieto bijesz?! A ona uratowała mi życie, bo czipsy kurczakowe czy bekonowe. Taka kochana kobieta :)
Często ją podsyfiałem gadkami w stylu – Daj spróbować, daj gryza – jeśli jadła mięso. Dla mnie 2 kawałki (mięsa). Ta jednak twardo i stanowczo, że nie. Spoko :)
Fajnie, że przejęła ode mnie niezabijanie jakiegokolwiek żyjącego stworzenia. Nie zabijam nawet tych plemnikowatych stworzeń co po kiblu biegają, szczególnie po ciemku. Zapomniałem jak się nazywają 😛 Jak ktoś inny zabija, nie zwracam na to uwagi. Każdy ma swoje życie.

Po dłuższym czasie wegetarianizmu od brata dowiedziałem się o inedii (niejedzenie) i głodówkach leczniczych. Od razu tego samego dnia postanowiłem zrobić sobie głodówkę. Nic sobie nie narzucałem. Czy wytrzymam 5minut, 5 dni czy 5 lat ;P
Było to ciekawe doświadczenie. Fajnie poobserwować swoje ciało, umysł w takiej sytuacji, bo to całkowicie nowe dla mnie było. W międzyczasie (głodówki) czytałem książkę Joachima M Werdin – Styl Życia Bez Jedzenia. Bardzo cenne źródło informacji o niejedzeniu. O moich głodówkach i ogólnie o głodówkach leczniczych napiszę kiedy indziej. Teraz tylko dodam, że przy pierwszej głodówce wytrzymałem 5 dni i trochę schudłem. Z chudej dupy stałem się bardzo chudą dupą. Bliska rodzina martwiła się o mnie mocno, Olga płakała, ja czułem że idę w dobrym kierunku…

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .

6 odpowiedzi do “Czas na wegetarianizm”

  1. Kamil pisze:

    Jesteś niepoważny, w wieku 50 lat wypadną Ci zęby a Twoje kości będą bardzo kruche i słabe. Tak się skończy Twoja przygoda z głodówkami…

    pozdrawiam

  2. Marcin pisze:

    Świetny jesteś, masz w poważaniu wszystkie te gadki "chłop a nie je mięsa" (w moim przypadku to było "wiatr cię porwie").

  3. witaminki pisze:

    Myślę że jesteś mocno impulsywny i to przypomina raczej buntownicze zachownie niż zdroworozsądkowe. Ja za to preferuję dietę optymalną bo w życiu trzeba postawić na złoty środek i żywić się ze sprawdzonych źródeł a nie z supermarkietów. W Tesco przechodzę z daleka od działu mięsnego bo tak tam wali , natomiast gdy kupuję mięso z małego sklepiku u sprawdzonej osoby za niewiele większą cenę to zapach jest znakomity. Dobra wędlina niemało kosztuje. Dobre polskie mięso również , nie mówię o sprowadzanym z zagranicy. Wegetarianizm wydaje się najbezpieczniejszym rozwiązaniem niemniej jednak trzeba szukać nowych rozwiązań zamiast iść w zaparte. Może na początek jajeczko ? 😉 Zresztą gdy wybuchnie wojna będziesz jadł co popadnie i nie będziesz tyle grymasił chyba że umrzesz z głodu. Na nic nie przyda nam się takie chuchro jak ty jak ciebie nawet wiatr zmiecie z drogi i pewnie od razu zaczniesz chorować bo nie masz zapasu tłuszczy w organizmie. Uważam że współczesna młodzież jest chora na brak wielu informacji chociaż ma do nich pełny dostęp. Ta skrajność doprowadziła cię do głodówek :) Być może jeszcze nie pracujesz ale jak zaczniesz organizm sam będzie się domagał pewnych potraw , a gdy mu nie dostarczysz zaczniesz chorować. No chyba że jesteś księciem i będziesz tylko rozkazy wydawał paluszkiem to za wiele energii ci nie potrzeba :)

Skomentuj