Warning: Parameter 1 to wp_default_scripts() expected to be a reference, value given in /home/virtualki/171952/wp-includes/plugin.php on line 601

Warning: Parameter 1 to wp_default_styles() expected to be a reference, value given in /home/virtualki/171952/wp-includes/plugin.php on line 601

Po badaniach – zmiany i uzupełnienia w diecie

Zakupy zrobione, wiedza nowa dostarczona. Teraz trzeba wprowadzać ją w życie.

Na pierwszy ogień poszły zmiany w sokach. Dalej piłem je rano, jednak zacząłem je mieszać i urozmaicać:
– marchew, pomidory, ogórki, pietruszka, sałata, kapusta, rzodkiew, szpinak (nie wszystko naraz, tylko różne kombinacje) + zmielone pestki dyni, sezamu i siemienia lnianego i kiełki.
Jedne kombinacje smakowały bardziej, inne mniej. Każdy znajdzie swój smak. U mnie niezmiennie rządzi marchewka. Do tego obowiązkowo pomidory. Reszta (warzyw) w zależności od dostępności i ochoty. Wypijałem czasem nawet ponad litr takiej mieszanki, a ze zmielonymi dodatkami ciężko było 😉 Chyba to siemię lniane tak zapychało. Obecnie piję od 0,5l do 1l soku dziennie. Z reguły jako pierwszy posiłek koło 10.

Tutaj napiszę o tej przygodzie z sokiem z buraka. Wcześniej piłem kilka razy, z reguły wymieszany z np. jabłkiem i marchewką. Wszystko było ok. Potem w książce Tombaka wyczytałem, że sok z buraka powinien postać trochę przed wypiciem. Tak też uczyniłem. Wielki burak zmienił się w płyn i poszło to do lodówki. Następnego dnia rano, koło godz. 8 (na nogach od ok 3, bo tak akurat musiałem), już mnie trochę ssało, więc poszedłem po ten sok, bo miał mnie napełnić energią. Biorę pierwszy łyk – coś mnie pali lekko w gardle. Biorę drugi łyk, też pali. Coś jest nie tak. Może przez to, że stał w lodówce dłużej i ma tyle energii… 😉 Biorę trzeci łyk już ostrożnie i dalej to samo. Ale tak mnie zaczęło palić, że poszedłem do kuchni po banana, bo akurat był pod ręką, żeby jakoś złagodzić to pieczenie w gardle. Wziąłem gryza i jak mnie znów zaczęło palić. No masakra. Nigdy takiego czegoś nie miałem. Odłożyłem banana. Zacząłem połykać ślinę, że niby to coś pomoże. Ale nawet śliny nie mogłem normalnie przełknąć. Piecze i pali. Do tego zaraz mnie zmuliło. Chwila i zacząłem się do dupy czuć, że poszedłem położyć się do łóżka. Olga akurat się obudziła i gdy zobaczyła jak wyglądam, to aż się jej żal mnie zrobiło. Położyłem się na plecy, ale zaraz zmieniłem pozycję na boczną, bo tak czułem, że lepiej będzie. Mówię, że do dupy się czuję i żeby mi wiadro przyniosła, bo chyba rzygać będę. Ledwo wyszła z pokoju, a ja już za nią i do kibla biegnę. Wsadzam palca i poszło. Wyrzygałem cały sok z buraka. No i oczywiście kawałek banana. Od razu mi się lepiej zrobiło.
Wszystko nie trwało dłużej jak 5min. Tak jak szybko poczułem się źle po wypiciu tego soku, tak jeszcze szybciej poczułem się lepiej, po jego pozbyciu się ze mnie. Wyrzygałem i poszedłem robić swoje :) Od tamtej pory nie tykam buraka. Mała awersja.

Dalej. Dołożyłem te orzechy, co miałem się z nimi spotkać trochę później. Przez Allegro zakupiłem surowe pistacje. Smak całkiem inny niż tych prażonych, które tak uwielbiałem. Na początku dziwne, ale szybko mi posmakowały. Do tego orzechy włoskie, laskowe, brazylijskie. I tutaj doszły jeszcze moje nowe, ulubione orzechy nerkowca. Tak jak nad wszystkimi produktami panowałem i jadłem je spokojnie, dokładnie przeżuwając, tak nad nerkowcem nie mogę zapanować. Zjadałem praktycznie naraz. Najpierw garść. A jeszcze jeden. Jeszcze kilka. Jeszcze tylko trochę. A już tak mało, to dokończę co zostało. I szła cała paczka. Pięć paczek tak już chyba zjadłem :/ Postanowiłem sobie jednak, że następna paczka pójdzie powoli. Zobaczymy…

Orzechy jem obecnie wcześniej namoczone. Sypię sobie garść np. pistacji i cedrowych albo piniowych do szklanki, zalewam wodą i po kilku godzinach jem. Namoczone smakują nawet lepiej, łagodniej no i lepiej są przyswajalne.

Z glonami podobnie. Wrzucam trochę do talerza, zalewam wodą i po jakimś czasie, gdy są już miękkie, odlewam wodę. Dodaję je np. do sałatki z pomidorów, ogórków i sałaty.

Trochę też zacząłem testować mieszanie jedzenia. Np. owoce + warzywa. Owoce/warzywa + orzechy. Orzechy + warzywa/owoce. Doszedłem do wniosku, że monodieta jest dla mnie najlepsza. Jak owoce, to tylko owoce.

Aha. Do posiłku zjem czasem łyżkę oleju kokosowego.

Także po 2 miesiącach moje jedzenie wygląda nieco inaczej. Dokładniej rozpiszę innym razem. Idę kimać.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , .

2 odpowiedzi do “Po badaniach – zmiany i uzupełnienia w diecie”

  1. katrina pisze:

    To rzeczywiście mozna mieć uraz do buraka 😉

  2. Marcin pisze:

    zacznij stosować Green Smoothies, przepisy np.tu:
    http://www.thebestofrawfood.com/green-smoothie-re
    http://www.rawfamily.com/recipes

    Mnie szalenie pomogły w odzwyczajaniu się od słodyczy. Tak działają zielone rośliny.

Skomentuj