Warning: Parameter 1 to wp_default_scripts() expected to be a reference, value given in /home/virtualki/171952/wp-includes/plugin.php on line 601

Warning: Parameter 1 to wp_default_styles() expected to be a reference, value given in /home/virtualki/171952/wp-includes/plugin.php on line 601

5 miesięcy witarianizmu

Minęło 5 miesięcy na diecie witariańskiej. Małe podsumowanie trzeba zrobić.

Nawiążę najpierw do poprzedniego wpisu o sporcie.
Na początku diety nie zwracałem uwagi na ruch, ani nie wiązałem z nim diety. Dieta zaczęła się w lipcu, a dopiero pod koniec sierpnia zaczęły się cotygodniowe mecze. Chociaż jeszcze na początku sierpnia coś tam próbowałem biegać, ale trwało to krótko. Także były praktycznie tylko mecze co tydzień i to tyle.
Mimo braku dużego ruchu, zauważyłem poprawę kondycji. Wzrósł mi poziom energii, mniej i wolniej się męczyłem, szybciej też organizm się regenerował. Pisałem o tym poprzednio. Wspomniałem również, że muszę większą uwagę poświęcić ruchowi, sportowi. Od zeszłego tygodnia w końcu ruszyłem dupę i zacząłem biegać – co 2-3 dni. Nie na czas, ani dystans, żadne rekordy. Rekreacyjnie, tak po prostu, żeby pobiegać, rozruszać ciało.
Włączyłem do tego siłownię i przerzucam 30 ton dziennie 😉 A serio, to też co 2-3 dni trochę ciężarów popodnoszę. Moim celem jest wrócić do formy sprzed 2-2,5 roku, kiedy to jeszcze chodziłem na siłkę. Ostatnio zobaczyłem swoje zdjęcia z tamtego okresu, to jakiś taki grubszy byłem. Brałem wtedy odżywki, suplementy jak białka czy gainery, czyli zestaw super pakera 😛 Rok wtedy poćwiczyłem, pół roku jakoś brałem te dodatki, jedząc przy tym filety, ryż, jogurty itp. Bo super dużo białka, więc mięśnie mi będą rosły.
Teraz po zmianie diety i powrocie do siłowni wracam do suplementów. Zakupiłem 5kg białka i tyle samo gainera. Do tego stymulator wydzielania testosteronu, HMB. Żart oczywiście 😉
Czasku (kolega) spytał mnie, skąd wezmę białko, bo przecież potrzebne do budowy masy. Jak to skąd – chociażby orzechy, szczególnie moczone.
Zresztą zamierzam ćwiczyć 3 razy w tygodniu i za pół roku zobaczymy jakie efekty pakowania na diecie witariańskiej. Coś czuję, że wstępuje we mnie wielka siła i w końcu za te pół roku wycisnę 7kg na klatę 😉
Muszę też doczytać artykuły o kulturystyce i siłowni na diecie witariańskiej, żeby najefektywniej budować masę. Chociaż tak naprawdę postanowiłem ćwiczyć po to, żeby ruszać mięśnie i dać im wysiłek. Myślę, że bieganie, siłownia i mecze na początek wystarczą. Jeśli poczuję, że jeszcze czegoś brakuje, to coś dołożę. Za pół roku opiszę postępy i efekty.

Waga
Tak jak po głodówkach i zmianie diety waga mi spadła, tak od jakiegoś czasu rośnie. Powoli, ale jednak rośnie. Do góry poszło o 2kg. Niby nic przy poprzednim spadku o 13 kg, ale jednak widać, że ciało przystosowało się już, albo przystosowuje bardziej do nowej diety. Wyciąga już sobie powoli to, co potrzebuje i z tego się buduje.
A jeszcze niedawno zastanawiałem się w którą stronę pójdzie waga albo czy może zostanie w miejscu. A że idzie w górę, to świadczy chyba o tym, że dieta służy. Oczywiście nie spodziewam się, że wróci do poziomu sprzed powiedzmy 2 lat. Jedyne czego się spodziewam, to że wyjdzie to, co dla mnie najlepsze i będę ważył optymalnie dla mnie. A optymalnie czyli tyle, żebym dobrze się z tym czuł.

Jedzenie
Tutaj też poczyniły się zmiany, które pokazują, że wszystko idzie w dobrym kierunku i że ciało uczy się wykorzystywać to, co dostaje.
Pierwsze co zauważyłem, to że mniej potrzebuję jedzenia. Często zacząłem się łapać na tym, że szedłem do kuchni po coś, ale gdy się przy tym zatrzymałem i się temu przyjrzałem, to stwierdziłem, że to nie jest faktyczna potrzeba jedzenia. Ta niby chęć, to tak naprawdę często były emocje. Z reguły negatywne, jak chociażby lekki lęk, strach czy stres. Te emocje były słabe albo chwilowe, a jednak łączyły się z jedzeniem. Może nauczony byłem przez te lata, że tłumi się je właśnie poprzez jedzenie. Nie, żebym od razu się przy tym objadał. Po prostu wyglądało to tak, że pojawia się sytuacja, która powoduje u mnie pojawienie się emocji – powiedzmy złości. Emocja ta jest mała, ale zamiast skupić się na niej i zbadać ją, skąd się wzięła i ją zaakceptować, jak zaprogramowany szedłem po coś do jedzenia, żeby tę emocję stłumić. Niby nic takiego, emocja jak emocja. Złość, lęk, strach – przecież to norma. Ale jednak postanowiłem się temu przyjrzeć i to zmienić.
Przeczytałem Zasady Właściwego Odżywiania Joachima Werdina. Jestem na początku drogi do świadomego jedzenia, ale postępy już mam. Już powoli zaczynam wyczuwać kiedy pojawia się prawdziwa ochota na jedzenie, a kiedy ta „potrzeba”, to coś innego.
Ta kwestia świadomego jedzenia, bardzo często pomijana, jak się okazuje, jest bardzo ważna. Poświęcę temu niedługo jakiś wpis, żeby lepiej to przedstawić i zobrazować.

Pozostałe kwestie
Ochota na zwykłe, typowe żarcie jak ziemniaki czy słodycze przeszła i nie przeszła. Przeszła, bo nie myślę już o tym jedzeniu. Nie pojawiają mi się w ogóle. Na początku przychodziła chęć na ziemniaki, kanapki, hamburgery, słodycze. Jeszcze z miesiąc temu miałem chwilową, ale mocno chęć na princessę. Przyszło szybko, nie wiadomo skąd, ale szybko też odeszło.
A z drugiej strony ochota na to „normalne” jedzenie nie przeszła, bo jak już się skupię i specjalnie pomyślę, czy zjadłbym takie jedzenie, to odpowiedź brzmi – tak. Frytki, czekolada, cukierki, pizza. Zjadłbym. Nie wiem jak po tym bym się czuł, ale jednak przy myśleniu o tym, nie mam awersji do takiego jedzenia. Często wącham różne rzeczy, żeby sprawdzić moją reakcję. Są rzeczy, których bym nie zjadł, większość jednak mógłbym zjeść.
Przy okazji przyszło mi do głowy, że czuję się wolnym człowiekiem i za takiego się uważam, ale zastanowiło mnie to, czy narzucając sobie, że czegoś nie jem, to czy jest to jeszcze wolność, czy już nie. Dlatego nieco zmodyfikowałem myślenie i teraz czuję i wiem, że mogę bez problemu zjeść co chcę, nawet smażone mięso, ale nie chcę. Jeśli najdzie mnie naprawdę wielka ochota na coś gotowanego i będę czuł, że tego potrzebuje moje ciało, to zjem to. Na razie jednak takiej ochoty nie mam.

Niby jest już grudzień, ale zima jeszcze nie przyszła. Można powiedzieć, że przygotowany jestem. Mam nasuszone trochę rzeczy, orzechy zakupiłem. Czuję, że przeżyję bez problemu :) Jeszcze niedawno zastanawiałem się, co będę jadł zimą, a teraz się zastanawiam, czy nie za dużo tego jedzenia będzie. A co będzie, czas pokaże. Trzeba być otwartym na wszystko.

Tagi: , , , , , , , , , , , , .

7 odpowiedzi do “5 miesięcy witarianizmu”

  1. E pisze:

    ja właśnie się czaję na głodówkę od niedzieli, ostatnio 24 godzinną robiłam.

    a co u Ciebie z jedzeniem w święta? bo pewnie jakieś zjazdy rodzinne będą;)

  2. łodziarz pisze:

    Gratuluję! W zasadzie to permanentnie Panu gratuluję odkąd tu zaglądam.
    Dzięki takim blogom szary człowiek wie więcej i chce móc więcej. Dlatego serdecznie dziękuję.

  3. E pisze:

    A no to sprawa prosta;) Ja w zasadzie do stołu i tak muszę usiąść, ale to po głodówce będzie, więc też postawię swoje jedzenie:D Zaczęłam czytać książkę "Głodówka lecznicza" Małachowa czy Malachowa, dosyć fajnie procesy organizmu opisane, tylko kwestia duchowa jakoś do mnie nie przemawia 😀

  4. Anonim pisze:

    Witam:)
    Trafiłam na Twój blog poszukując informacji na temat diety witariańskiej (wyskakujesz jako jeden z pierwszych w googlu;) i po jego lekturze czuję się zainspirowana do zmiany diety na lepszą:) mógłbyś napisać tak konkretniej jak przykładowo wyglądają Twoje posiłki w ciągu dnia? myślę, że nie tylko ja będę wdzięczna:) powodzenia i pozdrawiam:)

  5. Arletta pisze:

    Witam,
    Polecam książki Roberta O. Young – Cud równowagi pH. Jak sam tytuł mówi książka jest o równowadze pH w organizmie. Wyjaśnia wiele ciekawych kwestii i uważam,że jest bardzo przydatna. Ja powoli przymierzam się do zmiany mojego odżywiania i jestem na etapie zbierania informacji chociaż musze powiedzieć,że ta książka Young'a już jest świetną podstawą. Pozdrawiam

Skomentuj