Przez ostatni okres mniej zajmowałem się samym jedzeniem. Bardziej skupiłem się na hartowaniu ciała i… czytaniu książek.
Najpierw o tym drugim.
Jako że dostałem działkę (ogródek działkowy), to wkręciłem się w niego i poczyniłem pewne prace. A że z uprawą ziemi wcześniej miałem prawie zero wspólnego, trzeba było dostarczyć odpowiedniej wiedzy. Oczywiście nauka będzie trwała latami, tym bardziej, że chcę wszystko robić naturalnie. Beż żadnej chemii, orania ziemi czy innych prac mechanicznych. Jak najwięcej rąk i działania samej natury. Zainspirowała mnie Anastazja (W. Megre – Dzwoniące cedry Rosji), o czym wspominałem wcześniej, i właśnie wg jej rad i wskazówek chcę działać na działce. Dalej mnie to zadziwia, że jeszcze jakiś czas temu na działkę mogłem jeździć tylko na piwo, karty czy kiełbachę. Z prac ogrodowych, to ewentualnie podlewać lubiłem. A teraz to nawet liści nie spalę, głaszczę rośliny, czasem do nich gadam i się cieszę, że rosną.
Na razie się uczę tego. Testuję np. jak będzie rosła marchewka jeśli będę ją podlewał i jeśli nie będę podlewał. Podzieliłem sobie ją na części i się przekonam za jakiś czas, co z tego wyniknie.
Pod względem estetyki, to zająłbym 1 miejsce na najbrzydszą działkę – chwasty, trawa. Tutaj też testuję i sprawdzam jak to wszystko będzie rosło. Jak będę miał wyniki, to oczywiście napiszę tutaj o tym.
Następna sprawa, to hartowanie ciała. Od jakiegoś czasu wychodzę na dwór maksymalnie rozebrany. Maksymalnie, w sensie na ile dam radę. Dłuższy już czas chodzę w klapkach i krótkich spodenkach – z tym nie ma żadnego problemu. Tak też zimą postaram się częściej wychodzić. Większe problemy z górą ciała mam. Zimą dwie bluzy, kurtka i dopiero ciepło. Postanowiłem to zmienić. Zacząłem więc od rąk. Zamiast chować ręce do kieszeni albo zakładać rękawiczki, to starałem się trzymać ręce na zimnie, poruszając palcami czy całymi dłońmi, żeby w taki sposób je trochę ogrzać. Stopniowo wydłużałem czas i zauważyłem, że dłonie powoli się przyzwyczajają. Podobnie więc zacząłem robić z klatą. Najpierw jedna bluza i kurtka, potem cieńsza bluza. Czasem kurtka rozpięta. Nie pamiętam, ale chyba od marca wychodziłem nawet w samej bluzie. Wtedy też zacząłem chodzić w klapkach i krótkich spodenkach (chociaż może i w lutym się zdarzyło). Krok po kroku przyzwyczajałem się do zimna i obecnie chodzę w klapkach, krótkich spodenkach praktycznie cały czas. Skarpety mi przeszkadzają, a skarpety i buty to praktycznie za gorąco już.
Z górą ciała też jest zdecydowanie lepiej, bo wychodzę albo w jednej dłuższej bluzce, czy bluzie, czasem nawet bez podkoszulka. Chociaż jak ostatnio temperatura spadła rano do kilku stopni, to się trzęsłem trochę, ale twardo szedłem bez kurtki. Niech się ciało hartuje. Będę jak takie rumuńskie dziecko, które w deszczu może chodzić boso po ulicy i będzie zdrowe. Zimą planuję chodzić po śniegu boso i oblać się na dworze zimną wodą na gołe ciało. Tak to jest, jak się obejrzy kilka filmików jak się Rosjanie hartują. Tylko w majtkach po śniegu, oblewanie zimną wodą albo wejście do lodowatej wody. Faceci dorośli i ci młodzi, matki i małe dzieci. Można? Można!
Zresztą na całym świecie są tzw. morsy. Kąpiel zimą w Bałtyku, w lodowatej wodzie czy chodzenie w krótkim rękawku. Jeden typ, jakiś starszy, nawet biegał tak sobie i mu ciepło. Może i ja kiedyś do tego dojdę.
W domu też siedzę rozebrany, boso chodzę i jestem zdrowy. Czasem zdarzyło się, że kichnąłem kilka razy czy lekkie smarki poczułem w nosie, ale to było chwilowe i na następny dzień wszystko było bardzo dobrze. Żadnego nawet przeziębienia od dłuższego czasu nie mam. Czasem mam tak siedząc u kogoś w domu, że robi mi się tak gorąco, że aż mi się czoło przegrzewa i trochę łeb zaczyna przez to boleć, chociaż jestem ubrany tak samo jak inni albo nawet mniej. Czuję wtedy, że mi ciuchy przeszkadzają, więc trzeba się trochę rozebrać. Może dojdzie do tego, że niedługo będę siedział u ludzi w samych gaciach albo i bez nich, i do tego będę chciał, żeby okno było otwarte i wiatrak włączony, żeby mnie chłodził ;P
Zobaczymy co to będzie, na ile przyzwyczaję się do zimna i na ile zahartuję ciało. Na razie idzie dobrze. Także widać, że witarianizm, który dla niektórych znaczy zimno, może oznaczać coś przeciwnego. Kwestia podejścia do tematu. A jeszcze dodać do tego odpowiednie jedzenie, które działa rozgrzewająco, trochę ruchu oraz ćwiczeń i naprawdę można czuć ciepło.
Tagi: ciągle mi zimno, ciepło, działka, jak się ogrzać, jak się rozgrzać, jest mi zimno, ochłodzenie, ogródek, sposób na rozgrzanie, sposób na zimno, uprawa, wychłodzenie, wychłodzenie ciała, wychłodzenie organizmu, ziemia, zimno.
no też jestem ciekawa z tymi marchewkami…
witam po zimowej przerwie i czekam na dalsze relacje !
O, widzę, że jesteś fanem Anastazji.Ona jest niesamowita.Byłoby pięknie żyć wg jej zaleceń: wychowywać dzieci, uprawiać ziemię… Ach..
Mam jeszcze jedno pytanie: czy jesz wyłącznie organiczne warzywa i owoce?
Staram się wprowadzać surowe jedzenie do swojej diety od tygodnia, ale czy ma to sens, skoro nie mogę kupić warzyw i owoców prosto od rolnika, który nie stosuje pestycydów?
W markecie kupuję tylko banany, pomarańcze czy awokado. Resztę czyli pomidory, jabłka i inne dostępne w Polsce, kupuję na rynku. Staram się jak najwięcej ekologicznych, ale obecnie trudno o to. Ale nie patrzę na to w ten sposób, że "zjem nieorganiczne, to będzie źle", a bardziej programuję się na "wszystko co jem, jest dla mnie najlepsze".
Także to co mogę, to kupuję ekologiczne, a co nie, to nie.
A co do Anastazji, to staram się jak najwięcej z niej czerpać. Dziecko właśnie wg jej zaleceń chcę wychowywać, bo ziemię już powoli właśnie tak zacząłem
Powrzucam trochę filmików w temacie Anastazji, bo naprawdę warto
Fajnie, że na bieżąco dzielisz się swoimi doswiadczeniami. To jest inspirujące!
Temat Anastazji jest ciekawy, nie znam za dobrze, więc z przyjemnoscią zobaczę to u Ciebie.
Pozdrawiam Ciebie i Rodzinkę.
Dzięki! Jeśli nie znasz Anastazji, to polecam serię książek Dzwoniące cedry Rosji – "Anastazja" W. Megre
Całkiem inne podejście do życia, od obecnie panującego.
hej
ja znów troszkę nie na temat, ale chciałam się Was poradzić. Ostatni raz pisałam tutaj 9 tygodni temu (jak to fajnie, że w komentarzach wyświetlają się takie rzeczy
), kiedy moja cera po zmianach żywienia zaczęła kaprysić. Od dwóch miesięcy nie jem mięska. Teraz głównie surowe owocki i warzywka, czasem gotowane na parze, ale czasem zdarzy mi się też zjeść serek jakiś. Ze skórą coraz gorzej, w sumie trochę ostatnio w ogóle apetyt straciłam, ale ogólnie czuję się dobrze. Do tej pory obstawiałam, że te problemy ze skórą związane są z oczyszczaniem organizmu, zaczęłam chodzić do kosmetyczki, by jakoś po ludzku wyglądać
ale niestety kosmetyczka zaczyna podejrzewać, że nie tylko o oczyszczanie się organizmu chodzi. Problemy z hormonami, za mało białka, za mało płynów, za dużo stresu, uczulenie na jakieś owoce- ona obstawia którąś z takich opcji. Co byście mi poradzili? Dziś np. zjadłam kg pomarańczy, dwa jabłka i warzywka na parze-ziemniaczki, kalafior, brokuł. W ostatnim czasie jadłam przede wszystkim banany, pomarańcze i miód. Inne rzeczy oczywiście też, ale to przede wszystkim. Jakieś pomysły? Będę wdzięczna za każdy głos
pozdrawiam
U mnie było tak, że cera się poprawiła dopiero jak wywaliłem produkty mączne, mleczne itp. i przeszedłem tylko na surowe. Po czasie jednak pryszcze zaczęły się pojawiać z powrotem, ale tylko obserwowałem to. Obecnie mam tak, że czasem pojawi się pojedynczy, a tak to cera czysta. Ale samo moje dojście do tego, co jest dla mnie dobre, a co złe oraz dostosowanie się organizmu do nowej diety, żeby pryszczy nie było, zajęło sporo czasu.
A co zaobserwowałem? Ważne jest nie tylko co jesz, lecz jak jesz! Czyli co z czym, co po czym, co przed czym. Ważne jest też dostarczanie wody. Czy to z owoców czy po prostu wodę. Bo woda oczyszcza. Polecam jeść również jabłka, które również oczyszczają.
Co do kosmetyczki, to z pryszczami nigdy bym się nie wybrał. Wiem, kobiety inaczej, kosmetyczki, fryzjerki, ale nawet pryszcze to typowa przypadłość, którą leczy się środka. Tylko i wyłącznie. No i moim zdaniem kosmetyczka więcej robi szkody, niż pożytku. Ale spoko, nie bierz tego do siebie, tylko piszę tutaj moje odczucia i doświadczenia w tym temacie
No i jedzenie możliwie w jak największej ilości ekologiczne. Bo obecnie prawie wszystko pryskane albo i modyfikowane. A to przecież też wpływa na organizm.
Możesz mi rozpisać kilka ostatnich dni, co jadłaś i w jakiej ilości?
dzięki serdeczne za odpowiedź
A nawet kosmetyczki bywają różne- niektóre faktycznie potrafią bardziej zaszkodzić niż pomóc. Ja jednak dobrze trafiłam i odczuwam poprawę.
tak mniej- więcej: poniedziałek: banany z miodem (sztuk3), później w pracy chyba ze dwa jabłka, chyba jeszcze ze dwa banany, słoiczek miodu gryczanego (poniosło mnie
), ryż brązowy z surówką z sałaty, pomidora, ogórka, ze szczypiorkiem i koperkiem, z oliwą z oliwek i olejem lnianym. wtorek: śniadanie chyba podobne, czyli banany z miodkiem, później w pracy jabłka i pomarańcze, pierożki z serkiem pleśniowym (ciasto: margaryna, mąka pszenna, otręby pszenne, piwo
), środa: na śniadanko 3 pomarańcze, w pracy troszkę ciasta z pierożków- już bez serka (brakło mi nadzienia to placek sam upiekłam
), jabłka, pomidorki, ciut serka mozarella, ale mi nie smakował
, orzechy laskowe, czwartek: napisałam juz wcześniej, czyli: kg pomarańczy, dwa jabłka i warzywka na parze-ziemniaczki, kalafior, brokuł.
Niech no ja sobie przypomnę, co ja takiego jadłam
Polecam w takim razie książkę Tombaka "Jak żyć długo i zdrowo"
Spójrz też na wpis Mateusza http://www.mojwitarianizm.pl/2009/10/glodowka-dru…
Moim zdaniem masz zanieczyszczenia i organizm po prostu się ich pozbywa w postaci krostek i pryszczy.
O co chodzi z tą Anastazją? Hmm coś mi sie kojarzy z reinkarnacją… tzn gdzieś mi sie obiło o uszy takie powiązanie. Niesamowite jak łatwo ludzie sie w to wciągają, zachęceni by „sam dla siebie być bogiem”
O co chodzi z tą Anastazją? Hmm coś mi sie kojarzy z reinkarnacją… tzn gdzieś mi sie obiło o uszy takie powiązanie. Niesamowite jak łatwo ludzie sie w to wciągają, zachęceni by „sam dla siebie być bogiem”
Sporo czasu minęło, ale zapytam: czy takie hartowanie organizmu i przyzwyczajanie go do niskich temperatur nie spowoduje, że będziemy bardziej niż inni cierpieć latem, z powodu zbyt wysokich temperatur?
Przez takie ćwiczenie organizm przyzwyczaja się do niskich temperatur czy po prostu ma większą tolerancję wobec odchyleń, niezależnie od tego, czy w górę czy w dół?
Może tak być, że latem temperatura będzie dla mnie zbyt wysoka. A może po prostu ciało będzie miało większą tolerancję. Przekonam się o tym latem, chociaż już teraz myślę, że powinno być ok.