Warning: Parameter 1 to wp_default_scripts() expected to be a reference, value given in /home/virtualki/171952/wp-includes/plugin.php on line 601

Warning: Parameter 1 to wp_default_styles() expected to be a reference, value given in /home/virtualki/171952/wp-includes/plugin.php on line 601

Trening czyni mistrza

Przygotowania do półmaratonu idą dobrze. Właśnie się wykąpałem po kolejnym bieganiu. Szklanka wody z cytryną i jest dobrze.

Ogólnie ludzie biegają w grupie wg ściśle określonego planu. Ja byłem tylko na pierwszym spotkaniu, ale stwierdziłem, że będę biegał sam. Powodów kilka, a najważniejsze to, że mogę biegać o jakiej porze chcę, kiedy chcę i własnym tempem. Na początku biegałem z bratem, ale ostatnio się odłączył i każdy biega swoje. Ogólnie jest dobrze. Staram się biegać o tej samej godzinie i to koło 11-ej, bo właśnie o 11 przewidziany jest start biegu. Chodzi mi o przygotowanie ciała do wysiłku o danej porze. Nie wiem czy to coś da, ale tak czuję, więc za tym idę.

Postępy są w sumie od początku. Drugi trening – 45min. biegania. Następny trening, ta sama trasa i 42,5min. biegania. Kolejny – 40min. Ten sam dystans i 5min. różnicy.
Następne dwa treningi to 40min i 1h biegania (tutaj ~10km). Kolejny trening to bieganie na bieżni 400m. Łącznie 30 okrążeń (12km) w czasie 1h. Tutaj wychodzi 5min/km. Słabo – ma być lepiej! 😉 Jeszcze 2 treningi – 45min. i 1h biegania. No i dzisiaj – 20min. biegania + od razu z biegu 20min. podbiegów (szybki wbieg pod górkę i spokojny zbieg).

Kondycja idzie w górę. Przy okazji zwalczam lenistwo. Czasem perfidnie nie chce mi się iść, szczególnie ostatnio, ale zbieram się i wychodzę. Jak już biegnę, to stwierdzam, że było warto. Po czasie bieganie staje się przyjemne. A jeszcze niedawno nie lubiłem biegania. Po co się męczyć. Tak to jest, jak przyzwyczai się człowiek do wożenia dupy w samochodzie. Dojdzie do tego komputer, siedzący tryb życia, mniej sportu, mniej chodzenia. To bieganie jest wtedy ciężkie. Nie mówię, że 10 czy 15min biegania średnim tempem było dla mnie jakieś super męczące, bo chudy jestem, no i 10 lat biegania za piłką robią swoje, ale jednak samego biegania nie lubiłem. A tu się dzieje coś nowego, niespodziewanego. Bieganie zaczęło mi się podobać i nawet nieźle mi się wkręciło. Niedługo chyba będę musiał sprawić sobie buty do biegania, no chyba, że zacznę biegać boso jak super biegacz Kenijczyk 😉 A potem się zobaczy jak daleko zajdzie ten mój nowy wkręt.

A spodobało mi się w bieganiu stawianie nowych celów, konsekwencja, upór i pokonywanie własnych słabości. Do osiągnięcia mojego głównego celu, jakim jest półmaraton, muszę po drodze zaliczyć mniejsze cele. Gdy je osiągam, to czuję satysfakcję, ale najważniejsze, że to mnie umacnia. Jeszcze bardziej wierzę w siebie i pokazuje, że można osiągnąć dużo, tylko trzeba do tego dążyć. A tutaj właśnie trzeba wykazać się konsekwencją i uporem. Przy bieganiu 30 okrążeń, to przy którymś okrążeniu odechciało mi się biec. Mogłem nawet zwolnić, byle nie czuć zmęczenia. Kompletnie nie lubię zmęczenia. Ale miałem w głowie, żeby utrzymać dobre tempo i przebiec te 12km, dlatego dałem radę.

Testuję sobie też jak działa jedzenie na moje bieganie. Poprzednio dałem wpis o wiśniach i ich działaniu na zmęczenie i zakwasy. Tak właśnie siedzę teraz więcej na necie i wyszukuję różnych informacji. Sam też kombinuję i sprawdzam. Wiem już, że zjedzenie przed bieganiem nawet kilku suszonych (brzoskwiń) nie jest dobrym pomysłem. Odbijały mi się przez długi czas, aż najchętniej to bym je wyrzygał. Obowiązkowo po bieganiu jem banany. Takie moje paliwo. Od ojca wziąłem trochę miodu i będę rozrabiał go z wodą i może dodatkiem cytryny. Miodu dawno nie jadłem, ale przy bieganiu powinien się sprawdzić. Jak nie, to odstawię. Dziś właśnie dołączyłem wodę z sokiem z cytryny. To jeszcze więcej energii powinno mi dać. W sumie jednak diety zasadniczo nie zmieniam. Do biegu niedaleko, a najważniejsze są treningi a nie rewolucje w diecie.

Tagi: , , , , .

2 odpowiedzi do “Trening czyni mistrza”

  1. Ania:-) pisze:

    W tamtym roku wybrałam sie z mężem do gór stołowych – z entuzjazmem i gotowością do wędrówki po górach wysiedliśmy z samochodu.. Ja uszłam pod góre może 5-10 minut tak sie zasapałam ze myślałam ze dalej nie pójde.. Pomyślałam jak moge nie mieć siły? Chwile odsapałam i chodziliśmy po górach 2-3 godziny! Było wspaniale! W tym roku tez chce tam pojechac:-) Uwielbiam te góry:)
    p.s. najgorsze były pierwsze minuty wchodzenia.. a później to poszłam jak burza

  2. Anastasja pisze:

    i masz "zakwasy" po biegach. To chyba normalne prawda?

Skomentuj