21km za mną czyli kilka słów o półmaratonie w Przytoku. Bieg był 1,5 tygodnia temu, a ja wpis dopiero teraz, więc napiszę tylko tak ogólnie.
Noc przed biegiem była ciężka, ale nie z nerwów. Najpierw w środku nocy obudził mnie nasz pies, bo się jej nagle zachciało szczekać. Potem jak już zasnąłem, to zaraz wstałem, bo przycisnął mocz. I jeszcze nad ranem telefon… Przez to taki trochę niedorobiony byłem, ale powiedziałem sobie, że tak miało być, bo to widocznie najlepsze dla mnie. Taki wkręt, żeby pozytywnie myśleć ;P
Wypiłem trochę wody z miodem, zjadłem 2 czy 3 banany. Przed samym biegiem chwila rozgrzewki i udanie się na start. Rozpocząłem trochę wolniej, bo do tej pory mojej biegowej kariery maksymalny dystans jaki przebiegłem to ~12km. Także te 21km i do tego bardziej górska trasa spowodowały obranie taktyki wolniejszego startu i rozkręcania się w miarę sił na kolejnych kilometrach. Biegło się dobrze, luźno. Jedyną przeszkodą był dość mocny wiatr, który dał się we znaki w drugiej połowie trasy i to jeszcze na podbiegach. A przyspieszyłem nieco właśnie około 10-go kilometra do samego końca biegłem już sam co jakiś czas mijając kolejne osoby. Jakoś na 18km przyszedł kryzys i znów znienawidziłem biegać. W głowie pojawiały się myśli, że to ostatni bieg, że już koniec z tym. Ale szybko się otrząsnąłem i wywaliłem te myśli zmieniając je „dam radę, już przecież koniec”. Gorzej tylko, że ten koniec coś długo nie chciał nadejść…
Te 3 ostatnie kilometry dłużyły się perfidnie. Miałem już samą końcówkę biec powoli, ale że wyprzedził mnie tutaj jeden typ, to sam nieco przyspieszyłem i minąłem jeszcze kilku zawodników. Ostatnie kilkaset metrów i zauważam rodzinę, ale sił na sprint mi to nie dało
i tak spokojnie już dobiegłem do mety, gdzie czekała na mnie pozostała część rodziny i Olga z czerwoną różą
Puchary, medale, autografy, zdjęcia z fanami
i poszedłem na masaż, o co błagały moje nogi.
Pierwszy półmaraton za mną. Czas – 1:50:36, miejsce – chyba 106 albo 109 na 223 startujących. Ale najważniejsze to zdobyte doświadczenie i osiągnięcie celu. Następne półmaratony przede mną. Pewnie znów będę nienawidził biegać
A co do diety i biegania, to myślę, że woda z miodem i banany jak najbardziej się sprawdziły. Oczywiście była też opcja z sokiem z buraków, ale po moich wcześniejszych doświadczeniach z nimi nie chciałem ryzykować.
Tagi: bieg, bieganie, półmaraton, przytok.
Hej grabarz! Słuchaj, a jesz ryż? Jeśli tak, to jaki czas go moczysz?
Nie że się czepiam, ale gdybyś odrobinę przytył, to byłbyś totalnie hot*^^*
Nie jem ryżu. A że teraz biegam, to jeszcze lekko chudnę, a nie tyję
A piękny i tak jestem ;P
jak chudniesz to zacznij jeść kokosy
i jak tam u ciebie czemu nie dajesz zadnych nowych wpisow ?
Trochę roboty i nowych obowiązków. Już zaraz powracam.
Szczerze mówiąc wole jeść normalnie niż wyglądać tak jak Ty , skóra i kości.
To nie wiem co to jest normalne, bo praktycznie całe życie tak wyglądam. Chuda dupa była jak jadłem mięso, czipsy i inne i akurat dieta nie ma nic do tego u mnie.
Ja uwielbiam biegac tylko ze mnie akurat zawsze łapie kolka (przeważnie w lewym boku) niewiem co u mnie nie tak. Ale marzy mi się wystartować (może nie w takim maratonie jak ty ) ale na około 15 km. Boje sie bo nigdy nie biegałam na takie dystanse a w szkole na w-fie zawsze byłam ostatnia.. Masz juz doświadczenie jako – jak to mi mówią "zjadacz trawy" – hihi wiec jak masz jakieś cenne wskazówki dotyczące rozgrzewki jedzenia to wpisuj na blogu chetnie poczytam:-)
Grabasz , co z toba sie dzieje? Jak postepy w bieganiu?
Postępy są. Opiszę to na dniach.